książka

Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 1 Głosów - 5 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
Offline
Moderator
Moderator
     
Liczba postów: 4,129
Dołączył: 13.11.2011
Okres: Starożytność
Post: #31
RE: Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
Razorblade1967 napisał(a):Choć oczywiście BAR/rkm wz.28 był bronią jak wspomniałem technicznie poprawną i o odpowiedniej niezawodności - choć już chyba wyżej oceniłbym oryginalnego BAR-a.
Licencję na ten karabin maszynowy zakupiono w belgijskiej Fabrique Nationale. Opcja wstępna polegała na tym, że Belgowie mieli nam dostarczyć 10 tys. sztuk tej broni. W Radomiu wyprodukować miano dalsze 14 tys. sztuk.
Oceny polskiego produktu były ponoć takie, że wyżej oceniano go od pierwowzorów belgijskich i (wcześniejszych) made in USA.
Wynikało to z jakości wykonania.
Praktyka Drugiej Wojny Światowej wykazała, że dało się go użyć jako indywidualną broń, strzelającą standardową amunicją karabinową, nawet z ramienia, bądź z ręki. Czyli coś podobnie jak StG-43.
Różnice masowe (przy pełnym magazynku); StG-43 - ok. 6 kg., RKM wz-28 - ok. 11 Kg.
W moim odczuciu, w przedwojennym WP można było dobrać odpowiednio rosłych żołnierzy do obsługi wz-28, jako broni indywidualnej. Moc obalająca była by większa, bo to nie nabój pośredni.

Pozdrawiam
poldas
[Obrazek: Polska_Flaga.gif] Piszę poprawnie; Przynajmniej tak mnie się wydaje.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2012 12:48 przez poldas.)
22.01.2012 21:31
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Razorblade1967
Unregistered
     
  Okres:
Post: #32
RE: Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
poldas napisał(a):W moim odczuciu, w przedwojennym WP można było dobrać odpowiednio rosłych żołnierzy do obsługi wz-28, jako broni indywidualnej. Moc obalająca była by większa, bo to nie nabój pośredni.

Tyle, że ręczny karabin maszynowy do tego nie służy. Podstawowym zadaniem takiej broni jest wsparcie ogniowe drużyny piechoty, a w zasadzie stanowi on główną jej siłę ogniową. Zasadniczą pozycją jest strzelanie w pozycji leżąc, ze zmianą stanowiska ogniowego.

Zauważ przy okazji, że rkm wz.28 nie bardzo nadawał się do udzielania ogniowego wsparcia drużynie IIRP. Liczyła ona 19 żołnierzy, a inni mający broń zasilaną z magazynków stosowali ją w zupełnie odmiennych proporcjach. Brytyjczycy uznawali, że dużo lepszy od klonów BAR-a Bren może zapewnić wsparcie 8-10 żołnierzom, Niemcy w chwili przejęcia ZB26 natychmiast zmienili etaty dla pododdziałów z ta bronią i wprowadzili tam drużyny 10 osobowe (za to zwiększyli ich liczbę do 4). W ZSRR doszli nawet do etapu gdzie z 4 drużyn plutonu, liczących po 9 żołnierzy dwie były "lekkie" mające po 1 rkm DP, a dwie były "ciężkie" i miały po 2 rkm DP (czyli łącznie 6 rkm w plutonie). Amerykanie w USMC wstawiali w końcu po 3 BAR-y. Nawet stosunkowo słabo uzbrojeni Włosi uznali przed wojną, że rkm zasilany z magazynka na 20nb jest mało wydajny i dawali po 4 do plutonu - inna sprawa, że ich organizacja była też nietypowa bo pluton miał 2 drużyny 20 osobowe ("półplutony"), z których każda składała się z 11-osobowej "sekcji strzeleckiej" i 9-osobowej sekcji rkm z 2 rkm-ami w każdej.

Strzelanie z karabinu maszynowego w pozycji stojąc czy klęcząc jest mało skuteczne i w zasadzie nieprzydatne. Najmniejszy to ja nie jestem (koło 110kg), obycie z bronią mam spore, a nawet z RPD czyli broni na nabój pośredni (tyle, że ten "rasowy", a nie "małokalibrowy") mogę strzelać celnie "jak z karabinu" na 50m, na 100m to już duże wyzwanie. Problem nie jest w utrzymaniu broni - bo to nie jest trudne nawet z bronią o dużo większej masie - problem to odrzut broni, potęgowany szybkostrzelnością (każdy kolejny strzał "podbija" broń. Rkm do czasu wprowadzenia amunicji małokalibrowej w stylu 5,56mmx45 czy 5,45mmx39 mało nadawał się do strzelania z takiej pozycji.

Samo strzelanie w ruchu też ma bardzo ograniczoną przydatność. No chyba że broń ma zasilanie taśmowe i można nią "wymiatać" z bliska. Rkm z magazynkiem na 20 nabojów jest do tego mało przydatny. Zauważ, że niektóre armie w ogóle "sobie odpuściły" taką możliwość. Z radzieckiego DP w zasadzie bardzo trudno strzelać stojąc czy w ruchu - od spodu masz przemieszczające się suwadło i nie bardzo jest jak go chwycić. Jedyne wyjście to lewa ręka na jednej z nóg dwójnogu, ale to jest mocno niewygodne i skuteczność takiego ognia znikoma. A jednak przy modernizacji tej broni w 1944r. nic z tym nie zrobiono - a wystarczyło dać prosty chwyt z lewej strony broni. Ale tego nie zrobiono - widać po prostu nie było to potrzebne, a doświadczeń intensywnych walk (i logiki w modernizowaniu broni) chyba trudno im odmówić.

Broń w typie rkm z możliwością w miarę wygodnego strzelania w ruchu, w pozycji stojąc czy klęcząc może mieć sens w pododdziałach specyficznych, ale dla zwykłej piechoty nie ma to znaczenia. Szczególnie, że faktyczna wygoda takiego strzelania z broni będących klonami BAR-a jednocześnie powodowała, że we wszystkich innych zastosowaniach był on gorszy od rkm-ów z innymi rozwiązaniami.

Moim zdaniem było to wynikiem błędów koncepcyjnych - po 1930 roku widać wyraźnie cofanie się w rozwoju WP IIRP. Wprowadzono ponownie długie karabiny, zwiększono liczbę żołnierzy w drużynach do absurdu (zamiast 4 po 13 żołnierzy, 3 po 19 żołnierzy - przy czym ta wcześniejsza organizacja też miała pewien podział na "lekkie" i "ciężkie", bo dwie z zasady miały rkm, a dwie lkm o taśmowym zasilaniu), a na koniec usiłowali wprowadzić do drużyny pm, który miał chyba pełnić rolę "małego rkm", bo miał szybkowymienną lufę, podpórkę (inna sprawa, że bezsensowną) oraz psu na budę potrzebny mechanizm samoczynnego zwalniania magazynka (wystarczyło go po opróżnieniu tylko wysunąć, ale zabawa zaczynała się gdy nie był do końca opróżniony). Rolą tego pm-u miało być zwiększanie siły ognia gdy pada komenda "bagnet na broń" (i żołnierze przestają strzelać z kb), dlatego pewnie był długi i nieporęczny - bo podporządkowany błędnym założeniom (inna sprawa, że ta długość wynikała z błędów konstrukcyjnych - zbyt mała średnica komory zamkowej i zamka). A dzięki tym błędom konstrukcyjnym trzeba było wstawić kolejne "fajne" urządzenie, jak opóźniacz pneumatyczny - coś co w warunkach zanieczyszczeń pola walki musiałby sprawiać tylko trudności.

Sam wybór rkm w sumie jeszcze można by jakoś wytłumaczyć - w sumie postawiono tylko i wyłącznie na niezawodność broni. Nie wzięto pod uwagę innych czynników i możliwości udoskonalania broni innych systemów (choć np. V-B w Indiach radził sobie całkiem dobrze). Nie byłby taki zły, gdyby założyć o wiele większe nasycenie nimi pododdziałów - przy proporcji 1 taki rkm na 7-10 żołnierzy jeszcze by to uszło (np. 2 rkm w drużynie 13 osobowej, lub 4 drużyny po 9-10 żołnierzy). Ale z założenia uznano, że rkm powinien być jeden na wielu żołnierzy. Nie był to wynik oszczędności, a błędnej koncepcji - i bynajmniej nie przewidywano użycia tej broni jako "szturmowej", wprost przeciwnie - zakładano pozostawianie całej 4 osobowej obsługi jako wsparcia, a reszta żołnierzy miała być "grupą manewrową" (a w zasadzie dwoma). W sumie wyszło im z tego "wojsko z dzidami" - kupa ludzi z długimi kb i jeden mało "wydajny ogniowo" rkm.

poldas napisał(a):W moim odczuciu, w przedwojennym WP można było dobrać odpowiednio rosłych żołnierzy do obsługi wz-28, jako broni indywidualnej. Moc obalająca była by większa, bo to nie nabój pośredni.
A jakiej to "magicznej mocy obalającej" brakuje amunicji pośredniej? Użycie do tego celu amunicji karabinowej nie daje żadnej przewagi. Jedyną przewagą amunicji karabinowej jest większa przebijalność i możliwość prowadzenia skutecznego ognia na większym dystansie. Tyle, że do tego potrzeba podstawy, żeby w ogóle w coś trafić. Kontrolowanie ognia ciągłego w broni trzymanej w rękach na amunicje karabinową to iluzja - dlatego powstała właśnie amunicja pośrednia.

Amerykańska koncepcja "ognia kroczącego" rodem z PWS polegała na strzelaniu z biodra (nawet na psach mieli specjalne uchwyty do wstawiania kolby), z dużej liczby luf. Przywracanie BAR-a do pierwotnej "szturmowej" roli, co miało miejsce w USMC, było wynikiem specyficznych warunków walk na Pacyfiku.

poldas napisał(a):Praktyka Drugiej Wojny Światowej wykazała, że dało się go użyć jako indywidualną broń, strzelającą standardową amunicją karabinową, nawet z ramienia, bądź z ręki. Czyli coś podobnie jak StG-43.
A mógłbyś przybliżyć tą "praktykę" - bo poza działaniami partyzanckimi (specyficznymi) i użyciem BAR-ów (lżejszych) przez USMC jakoś za bardzo tego nie widzę. Tak gdzie używano rkm-ów zasilanych z magazynków do takich zadań było to raczej wynikiem konieczności, braku innego uzbrojenia, którego można by użyć. A i tak wbrew pozorom Bren (i broń o podobnym układzie) był wygodniejszy w takim użyciu, bo z bronią na pasie przez ramię łatwiej było wymienić magazynek zakładany od góry. Nie trzeba było manewrować ciężką bronią.

Nijak to nie przypominało używania StG.44 - ten karabinek można było kontrolować przy strzelaniu seriami, wygodnie z niego wycelować, a i amunicja nie obciążała żołnierza nadmiernie.
24.01.2012 12:34
Odpowiedz cytując ten post
Offline
Student
Zarejestrowani
     
Liczba postów: 223
Dołączył: 14.06.2012
Okres: Starożytność
Post: #33
RE: Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
(25.11.2011 10:04)Messer napisał(a):  Z racji moich rekonstruktorskich zainteresowań, to dane było mi kilkanaście razy strzelać z Mausera 98k i z Mosina. Mausera oceniam dużo wyżej, jest przy prawidłowej obsłudze wręcz niezawodny. A strzelałem z "radomskiego", czeskiego i jugosłowiańskiego też. Mosin jest dla mnie strasznie prymitywny i toporny zarazem. No, ale podobno wygrano nim wojnę. Chyba jednak ilością, a nie jakością wykonania i precyzją trafiania. I nie dotyczy to specjalnie wyselekcjonowanych egz. dla snajperów.
Wadą Mausera 98k jest mała odporność na zanieczyszczenia. Jest to częsty przypadek w przypadku zbyt dokładnego spasowania w broni zamka. Problem obecny także w współczesnej broni niemieckiej i austriackiej produkcji będącej wariantami tego modelu. Wystarczy zapiaszczenie by pozostało wykorzystanie go jako maczugi lub piki z bagnetem. Sam stosuję amunicję tego (myśliwską 8x57JS) ale w broni innej konstrukcji - Savage 111 EURO FN gdzie zamek lekko klekoce jak w Mosinie. Po prostu jest to broń dla trudnych warunków terenowych.... Co do celności zapewniam kolegę, że różnica jest nieistotna - błąd strzelca był z zasady większy niż broni - szczególnie w przypadku "niesnajpera". Niewątpliwie konstrukcja Mausera 98k jest lepsza, dojrzalsza niż Mosina (jest powielana przez wiele firm) - ale na wojnie strzela (albo nie strzela) broń a nie jego konstrukcja - patrz wczesne M16 a Kałasze w Wietnamie.
12.07.2012 08:12
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Razorblade1967
Unregistered
     
  Okres:
Post: #34
RE: Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
piotral napisał(a):Wadą Mausera 98k jest mała odporność na zanieczyszczenia. Jest to częsty przypadek w przypadku zbyt dokładnego spasowania w broni zamka.
Nie tylko - sama budowa zamka bardzo ułatwia lokowanie się zanieczyszczeń w samym zamku oraz spowodować jego dysfunkcje. Tutaj najbardziej "szczelnym układem" (z trzech używanych powszechnie przez różne formacje WP) jest zamek systemu Lee-Enfield - jest tak zbudowany, że trudno aby coś się do niego dostało, lepszy od systemu Mausera pod tym względem jest też Mosin - dość toporny potrafi "przepracować" wiele, a łatwo ewentualne zanieczyszczenia z niego usunąć.

piotral napisał(a):Co do celności zapewniam kolegę, że różnica jest nieistotna - błąd strzelca był z zasady większy niż broni - szczególnie w przypadku "niesnajpera".
Praktycznie przeciętny żołnierz i tak nie trafi w nic wielkości człowieka ponad 300m, dla wielu przy szybszym strzelaniu problemem staje się już 200m - z karabinów dowolnego systemu.
12.07.2012 10:25
Odpowiedz cytując ten post
Offline
Student
Zarejestrowani
     
Liczba postów: 223
Dołączył: 14.06.2012
Okres: Starożytność
Post: #35
RE: Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
W łowiectwie - gdzie kwestią podstawową jest nie zranić ale zabić pierwszym strzałem rozpoznany cel maksymalna odległość strzału z użyciem celownika mechanicznego to 100 metrów - w praktyce nikt ponad 50-60 metrów nie strzela i to w lesie na polowaniach pędzonych (z naganką). W karabinach niemal wszyscy wykorzystują celowniki optyczne - prawo pozwala wtedy na strzał do 200 metrów ale rzadko kto strzela dalej niż 150 metrów i to nie z wolnej ręki ale z podpórki.
Strzelby (broń gładkolufowa jak z Powstania Styczniowego) legalny strzał np. 38 gramowym pociskiem ołowianym to 40 metrów...
12.07.2012 12:34
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Razorblade1967
Unregistered
     
  Okres:
Post: #36
RE: Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
piotral napisał(a):W łowiectwie - gdzie kwestią podstawową jest nie zranić ale zabić pierwszym strzałem rozpoznany cel maksymalna odległość strzału z użyciem celownika mechanicznego to 100 metrów - w praktyce nikt ponad 50-60 metrów nie strzela i to w lesie na polowaniach pędzonych (z naganką). W karabinach niemal wszyscy wykorzystują celowniki optyczne - prawo pozwala wtedy na strzał do 200 metrów ale rzadko kto strzela dalej niż 150 metrów i to nie z wolnej ręki ale z podpórki.
Ale ja mówię o strzelaniu imitującym strzelanie bojowe (bo jakież inne odnosić do broni wojskowej), czyli takie jakie wykonuje żołnierz na polu walki - strzelanie w ograniczonym czasie, do różnych sylwetek (figur bojowych) ukazujących się na pewien czas i chowających po trafieniu. Postawy różne czyli stojąc, klęcząc lub leżąc - przy czym z postawy stojąc czy klęcząc to raczej do 200-250m i sylwetki biegnący czy klęczący, do niskiej sylwetki "obsługa km" (podwójne popiersie) na 300m to już raczej leżąc z podpórką lub stojąc z oparciem broni o "okno" (imitacja strzelania z okopu).

Przy takim strzelaniu to w moim przypadku najlepiej wypada Lee-Enfield no.4 (najlepiej mi leży, i wolę przeziernik od szczerbiny), potem No.1 (szczerbina), potem krótszy No.5 (ale jest bezkonkurencyjny do szybkiego strzelania do 200m, składny i lekki, z lekko pracującym zamkiem typowym dla systemu L-E) oraz Mosin 91/30, a najgorzej właśnie Mauser 98k (nie lubię trójkątnych przyrządów celowniczych, zresztą obiektywnie są one bardzo słabe przy ostrym świetle).

Także praktyka wojen dowiodła, że strzelania odbywało się z karabinów i karabinków na dystansach w zasadzie do 300m, bo statystyka XX wieku od początku do lat 70-tych (PWS, DWS, mniejsze konflikty) była następująca:
- do 100m - 28% strzałów
- 100-200m - 42% strzałów
- 200-300m - 16% strzałów
- 300-400m - 10% strzałów
- ponad 400m - 4% strzałów

Czyli 86% strzałów to odległości do 300m, a 70% nie przekraczało 200m.


Łowiectwo to inna bajka, tam wady systemu Mausera w zasadzie nie występują, bo broń nie pracuje w atmosferze zanieczyszczeń i w sumie oddaje się niewiele strzałów, a utrzymanie (czyszczenie i konserwacja) broni nie stwarza żadnych trudności bo nie następuje w polu, w warunkach trudnych. Przyrządy celownicze broni cywilnej też już się różnią od tych w broni wojskowej (nawet mechaniczne), a jak słusznie zauważyłeś i tak w większości używa się optycznych. Są tak popularne, że jak zauważam wielu moich kolegów myśliwych zatraciło umiejętności celnego strzelania z mechanicznych przyrządów (tak to już jest - coś nieużywane zanika) i problem sprawia im trafienie w sylwetkę człowieka na 200-250m - no ale im to niepotrzebne.

piotral napisał(a):Strzelby (broń gładkolufowa jak z Powstania Styczniowego) legalny strzał np. 38 gramowym pociskiem ołowianym to 40 metrów...
No teraz to już chyba nieaktualne - obecne rozporządzenie MŚ już takiej broni do polowań w Polsce nie dopuszcza.
12.07.2012 13:40
Odpowiedz cytując ten post
Offline
Student
Zarejestrowani
     
Liczba postów: 223
Dołączył: 14.06.2012
Okres: Starożytność
Post: #37
RE: Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
Generalnie się z tobą zgadzam. Sam w czasie służby miałem bardzo dobre wyniki strzelań z wszystkich broni do których miałem dostęp - po każdym strzelaniu urlop. Teraz też bywam na strzelnicy przynajmniej raz w miesiącu. W myślistwie występują w zasadzie (upraszczam) dwie sytuacje strzału:
1. Z podchodu (co preferuję), zasiadki itp. strzał do celu nieruchomego. Wtedy mamy kilka, kilkanaście sekund na strzał (oczywiście można czekać i naście minut na przemieszczenie się zwierzyny ) na identyfikacje i wybór celu, wycelowanie i sam strzał. Wtedy celem jest "balonik" o średnicy nastu centymetrów zawierających komorę serca z samym sercem. Celny strzał z zasady wyłącza zwierza na miejscu albo pada ono po przebiegnięciu góra kilkuset metrów (po trafieniu w komorę serca! Zwierz ma dużo lepszą konstrukcję ciała niż człowiek!) Trafienie w szereg innych części ciała OK w wojsku tu mimo, że śmiertelne może prowadzić do długiego poszukiwania podstrzałka - czasami nieskutecznego, i jest traktowane jako niehumanitarne. Strzał taki jest o tyle trudniejszy, że dodatkowo często oddawany jest w złych warunkach atmosferycznych o świcie , zmierzchu lub wręcz w nocy (mój ostatni lis o 23:30 w bezksiężycową deszczową noc, ruchomy cień na tle wykoszonej łąki) gdzie optyka (bardzo dobra optyka) umożliwia oddanie mierzonego strzału do zidentyfikowanego celu. No i zasady musi być to jeden strzał chyba że unieruchomi cel.
2. Polowania pędzone, z naganką - strzał zbliżony do walki na najbliższą odległość (najczęściej 25 - 30 metrów lub bliżej) również do celi przemieszczających się z prędkością 5 - 10 metrów na sekundę. Tu mogą być używane strzelby gładkolufowe (dubeltówki, bocki) z pociskami ołowianymi. Kaliber takiej broni to np. 12, 14, 20 itp. gdzie liczba oddaje ile kul z ołowiu o danej średnicy można odlać z funta ołowiu. Pociski obecnie używane nie są okrągłe niemniej dla 12 jest to około 40 gram V0 jest około 450 m/s czyli pewnie z 2 razy szybciej niż w muszkietach strzelających pod Beresteczkiem na przykład. Zasię skuteczny dla tych pocisków (do człowieka) to około 1200 metrów. Powyżej ich energia jest za słaba do zabicia go (w zasadzie Zawstydzony). Dozwolony zasięg strzału 40 (czterdzieści) metrów - ze względu na to, że dziki to diabelnie wytrzymałe s...syny.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.07.2012 19:47 przez piotral.)
14.07.2012 19:45
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Razorblade1967
Unregistered
     
  Okres:
Post: #38
RE: Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
piotral napisał(a):W myślistwie występują w zasadzie (upraszczam) dwie sytuacje strzału...
Dlatego właśnie łowiectwo nie ma nic wspólnego ze strzelaniem wojskowym. Zupełnie inna może być broń, bo odporność na zanieczyszczenia i prostota obsługowa jest bez znaczenia, ale inna jest też amunicja. Przecież naboje myśliwskie są balistycznie dobre tylko na odległości do jakiś 300m. Ich budowa jest podporządkowana strzelaniu co prawda dość precyzyjnemu, ale na bliskie odległości, a przede wszystkim odpowiedniej skuteczności pocisku w celu żywym. W sytuacjach wojskowych nie ma to takiego znaczenia - zasadniczo cel (żołnierz) trafiony jest celem wyeliminowanym z walki. Czy padnie na miejscu, czy może się poruszać i wycofa samodzielnie na tyły jest bez znaczenia - odpadł w walki.
15.07.2012 14:51
Odpowiedz cytując ten post
Offline
Student
Zarejestrowani
     
Liczba postów: 223
Dołączył: 14.06.2012
Okres: Starożytność
Post: #39
RE: Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
Kwestia zanieczyszczeń swoją rolę odgrywa - co robić gdy broń w pasek upadnie? A łowisko idealne??? Reszta zgoda całkowita! Natomiast ludzi którzy w najgorszej pogodzie, w nocy trafiają w cel na te 100 metrów, podchodzą go wcześniej, za dużo w wojsku nie ma ....
prawdę mówiąc wśród myśliwych też... parę tysięcy góra...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2012 08:42 przez piotral.)
16.07.2012 08:39
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Razorblade1967
Unregistered
     
  Okres:
Post: #40
RE: Najlepsza broń używana przez wojsko polskie 1939-1945
piotral napisał(a):Kwestia zanieczyszczeń swoją rolę odgrywa - co robić gdy broń w pasek upadnie?
Wcześniej nie pić? Oczywiście żartuję (choć i takich "myśliwych" znam) - ale upadek broni w piasek u myśliwego oznacza jakiś "nieszczęśliwy wypadek" i w sumie przypadek. Natomiast w broni wojskowej kontakt z "glebą" to norma. Myśliwi nie czołgają się z bronią, nie kopią okopów, nie obsypują ich pobliskie wybuchy.

piotral napisał(a):Natomiast ludzi którzy w najgorszej pogodzie, w nocy trafiają w cel na te 100 metrów, podchodzą go wcześniej, za dużo w wojsku nie ma ....
prawdę mówiąc wśród myśliwych też... parę tysięcy góra...
No wiesz ... w sumie wszystko osiąga poziom "badziewia". Umiejętności strzeleckie przeciętnego żołnierza są niżej dna (podobnie policjantami - cała kupa nie trafia z pistoletu w cel wielkości człowieka na 15m), ale i myśliwi nie błyszczą - całkiem sporo mi znanych to potrafi co najwyżej dokonać "egzekucji" zwierzęcia (broń "wypasiona", warunki idealne - natomiast bez optyki chybiają na 150 z karabinu w duży cel), bo łowiectwem tego nie nazywam. Wojskowych nie szkolą, policjantów nie szkolą, a myśliwy też się nie szkolą - ilu znam takich co to zużywają 2 pudełka naboi na rok.

Ale masz rację - przeciętny żołnierz też strzelać nie potrafi (porządne szkolenie strzeleckie w "firmach mundurowych" niestety zaniknęło - teraz to jakiś ersatz jest, grunt to że na papierze ładnie to wypada). Tyle, że to już kolejny "temat-rzeka".
16.07.2012 18:00
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz